poniedziałek, 10 września 2012

Naklejka na okno

Temat na dziś to alternatywa dla tradycyjnych firanek. Kuchnia to jedno z pomieszczeń w którym trudno zadbać o dobry wygląd firanek, zwłaszcza gdy tuż przy oknie mamy kuchenkę- tłuszcz lepi się do wszystkiego i ciężko się go pozbyć z wszystkiego co materiałowe. Postanowiłam zatem wypróbować naklejki na okna.



Zakupiłam rolkę takiej właśnie naklejki i czule myślałam przez dwa tygodnie jakie by tu wzorki powycinać, może jakieś kwiatki, drzewka, nawet myślałam o logo Hell's Kitchen (Miś lubi programy Gordona Ramsaya, a to on spędza w kuchni najwięcej czasu, jednak stwierdził, że nie chce robić reklamy) ostatecznie pewnego dnia mnie oświeciło :) przypomniałam sobie o szablonie, który dawno temu kupiłam w jakimś smarkecie budowlanym z myślą o zrobieniu wzorków na ścianie- pomysł spalił na panewce i szablon czekał na lepsze czasy upchnięty gdzieś za szafą.
oto i on:

1. Mierzymy okno i  przenosimy wymiary na folię.
2. Odrysowujemy wzór (musiałam go nieco zmodyfikować bo był za duży)
3. Wycinamy elementy wzoru (gorąco polecam używać nożyka modelarskiego- łatwiej wycinać drobne elementy)

4. Okno należy umyć oraz odtłuścić np. denaturatem. (zależy to oczywiście od folii, moja była z klejem, ale są jeszcze jakieś cuda elektrostatyczne)
5. Cały widz polega na tym, że nie zdejmujemy całej warstwy papieru ochronnego, zdejmujemy tylko kilka centymetrów z górnej części i przyklejamy ten kawałek do szyby.

6. Następnie kawałek po kawałku rozwarstwiamy i przyklejamy tak do samego dołu. Przydatnym narzędziem do wygładzania okazał się ręcznik papierowy zwinięty w kulkę :)

i gotowe:)
Pozdrawiam

2 komentarze:

  1. Mam takie folie w domu na czterech oknach. 1) w łazience na oknie dachowym, w koronkowy wzorek - wygląda jak firanka 2) w łazience - mleczna, pastelowo-oliwkowa we wzorek gałęzi z listkami bambusa 3) w pomieszczeniu gospodarczym - kolorowa, wzór imitujący witraż. Te trzy folie (z klejem) założyłam zaraz po wprowadzeniu się do domu i użytkuję je z powodzeniem i właściwie bez szkody do dziś, tj. blisko 5 lat. Ostatnim moim nabytkiem (ok rok temu) jest 4) folia na oknie w garderobie i jest to właśnie to cudo elektrostatyczne - nowinka, utrzymująca się na szybie spryskanej tylko mgiełką wodną (bez kleju). Jak do tej pory trzyma się bez zarzutu. Jej niewątpliwą zaletą jest możliwość zdjęcia i ponownego założenia w dowolnym momencie i np na innej szybie. Wszelkie poprawki i korekty wykonywane podczas zakładania tej folii są dziecinnie proste, w przeciwieństwie do folii z klejem. Ta ostatnia wykonana jest też na wzór witrażu w ładnie dobrane kolorystycznie kwiaty. Wszystkie 4 folie prezentują bardzo ładnie na oknach. Są normalnie myte wraz z całymi oknami lub w dowolnym momencie przecierane wilgotną szmatką. Nie brudzą się i nie kurzą jak tradycyjne firanki i zasłony, że nie wspomnę o konieczności prania, prasowania czy też nie daj Boże krochmalenia! Przepuszczają całkowicie światło dzienne, nie powodując żadnego przyciemnienia szyb. Jednocześnie całkowicie chronią przed ciekawskim zaglądaniem z zewnątrz. Chyba jedyną ich wadą jest to że przy dłuższym użytkowaniu mogą się znudzić lub przestać pasować do wnętrza, jednak już w przypadku folii elektrostatycznej nie stanowi to problemu. Pozwoliłam sobie tak rozpisać się na temat tych folii, ponieważ jestem z nich bardzo zadowolona i myślę że warto je polecić innym, bo chyba nie są bardzo popularne, a szkoda. Ułatwiają nam niezwykle życie, ale także upiększają, bo jak wygląda z zewnątrz okno z witrażową folią w pomieszczeniu gdzie wieczorem włączone jest oświetlenie ... to już wyobraźcie sobie sami! :)

    OdpowiedzUsuń